poniedziałek, 11 czerwca 2012

Kirgistan cz.V (Jezioro Song-Kul)

J E Z I O R O   S O N G - K U L 


Kręta i wyboista droga z widokiem na jezioro Song Kul

Koczowniczy tryb życia jest nadal popularny w Kirgistanie. Niektórzy żyją tak cały czas. Dużo jest też osób które w ten sposób żyją od wiosny do jesieni, tylko na zimę przeprowadzając się do wiosek i miast. Egzystencja w jurcie nie jest łatwa, ale jest też wiele zalet takiego sposobu życia. Przede wszystkim spokój i cisza (jurty są zazwyczaj bardzo oddalone od skupisk ludzkich). Krajobraz (miejsca na jurtę wybierane są nieprzypadkowo). Czysta woda i powietrze. Kontakt z przyrodą (dziką i tą bardziej udomowioną...)... Mieszkałem przez kilka dni w jurtach i muszę przyznać, że szczególnie nad jeziorem Song-Kul to niezapomniane przeżycie, gdzie w promieniu kilkudziesięciu kilometrów nie ma ani jednej wioski. Oczywiście nie pracowałem w ciągu dnia jak to robią mieszkańcy, tylko szwendałem się po okolicy, ale sam fakt surowości i piękna tego miejsca sprawił, że zostałbym tam chętnie co najmniej na 2 tygodnie albo i dłużej... Nad jeziorem Song Kul jedliśmy ryby (przed chwilą złowione), potem ryż z sosem maślanym, popijając to kozim mlekiem i zagryzając owczym serem... Na koniec aromatyczna herbata z miseczki albo parę łyków kumysu. Podobało mi się, że ludzie są tam samowystarczalni. W zasadzie prawie nie muszą korzystać z dobrodziejstw (i przekleństw) cywilizacji. Nie ma tam kontaktu ze światem, poza telefonem komórkowym, który służy tylko do komunikowania się pomiędzy rodziną w celu wzajemnego zapraszania się... Człowiek jest zdrowszy, bo nie ma pojęci co się dzieje na świecie, martwi się jedynie o to co dookoła niego w promieniu kilkuset metrów. Czasem pojawi się zbłąkany wędrowiec, z którym można pogadać i dowiedzieć się czegoś o świecie, ale lepiej nie za wiele, by głowy nie zaprzątać niepotrzebnymi zmartwieniami. Spokój na łódce podczas łowienia ryb, spokój podczas przyrządzania posiłków. Ogólnie spore wyciszenie i tylko odgłosy przyrody na które ucho szczególnie wyczulone. Pamiętam młodego wilka, który podchodził na ok. 100 metrów do naszych jurt i stał tak i obserwował nas z ciekawością. Bliżej nie podchodził raczej (może w nocy). Tak mi się wtedy przypomniały sceny z "Tańczącego z wilkami" i bardzo mnie jego obecność cieszyła, a gospodarz mówił, że czasem towarzyszy mu (ów wilczek) podczas polowań (trzyma się zawsze ze 100 metrów z boku...). Takie to sielskie życie w jurcie, gdzieś pośrodku górzystego Kirgistanu... 

Malownicza droga nad jezioro Song Kul









































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dodaj komentarz